Dziwny to był weekend. Piątek bardzo trudny, sobota bardziej neutralna, niedziela całkiem fajna. Jak to mówimy w pracy, bilans musi wyjść na zero... Czy wychodzi, nie wiem. W piątek była u mnie przyjaciółka. Siedziała do 1.30, czas tak szybko płynął... Trochę udało mi się otworzyć, oczywiście płakałam. Opowiedziałam jak się teraz czuję, jaki miałam okropny tydzień, jak nie mogę myśleć o dniu matki. Czego się boję, czego pragnę, czego żałuję... Ona też mi wiele rzeczy opowiedziała, różnych. Wesołych też, więc momentami miałyśmy ubaw po pachy, np. przy anegdotach z naszych ślubów. Bardzo mi pomogła, nie wyobrażam sobie jak przeżyłabym ten piątkowy wieczór samotnie. Boję się o tym myśleć. Zdecydowanie potrzebowałam towarzystwa, żeby ktoś po prostu przy mnie posiedział... W sobotę rano jakoś tak było jeszcze ciężko, byłam zmęczona bo spałam tylko 4h. Potem zadzwoniła mama ze swoimi opowieściami, więc humor mi się poprawił. Przede wszystkim ucieszyłam się, bo mi powiedziała że je...
Komentarze
Prześlij komentarz